Zapraszamy na spotkanie „Aromaterapia”

Zapraszamy na spotkanie „Aromaterapia” 22.01.2014 godz.17.30 Bar VegeHut

Jaki byłby nasz świat bez zapachu? 

Aromaterapia jest metodą terapii przy pomocy naturalnych olejków
eterycznych prowadzanych do organizmu poprzez drogi oddechowe
(wąchanie, wdychanie, inhalacje) i przez skórę (masaż, kąpiel lub
kompres). Opiera się na zastosowaniu leczniczych i terapeutycznych
właściwości roślin z wykorzystaniem odpowiadających im olejków
eterycznych.

31 grudnia Nowy początek

„Niechaj każdy baczy nie tylko na to, co jego, lecz i na to, co cudze” (xe „Filip. 2,4″Filip. 2,4).

Zaprzepaścił swoją pierwszą poważną szansę. Ludzie go podziwiali, zazdrościli mu pozycji. Zastanawiali się, w jaki sposób ktoś tak młody mógł zajść tak wysoko. Potem upadł. Miał zaszczyt pracować z dwoma gigantami na tym polu i stracił swą szansę. Nie wytrzymał napięcia i uciekł do matki.

Czy możesz sobie wyobrazić, jak czuł się Jan Marek, idąc ulicami Jerozolimy, słysząc szepty i wiedząc, że zawiódł swoją matkę i wiernych Kościoła, którzy pokładali w nim tyle nadziei? Teraz wszystko się skończyło. Był przeszłością. Był skończony.

Czy potrafisz postawić się na jego miejscu? Czy czułeś się w tym roku jak nieudacznik? Być może przeszedłeś na dietę i przybrałeś na wadze albo zostałeś członkiem fitness clubu i nie pojawiłeś się tam od miesięcy? Albo przyrzekałeś, że przeczytasz Biblię, a utknąłeś na III Księdze Mojżeszowej? Czy żałujesz swoich decyzji, a ich konsekwencje cię prześladują? Poznaj Jana Marka i zbierz w sobie odwagę.

Był młodzikiem, gdy Paweł i Barnaba zaprosili go do towarzyszenia im, gdyż potrzebowali asystenta na czas podróży misyjnej. Cóż za przywilej dla kogoś tak młodego! Jednak po jakimś czasie Jan Marek zatęsknił do domu, więc Paweł szybko odesłał go pierwszym statkiem płynącym do Jerozolimy.

Nieco starszy i dojrzalszy Jan Marek zapragnął jeszcze raz wyruszyć wraz z Pawłem i Barnabą w podróż szlakiem zborów, które założyli w czasie swojej pierwszej wyprawy misyjnej. Paweł jednak odmówił zabrania młodzieńca. Są tacy ludzie. Nigdy nie zapominają o pomyłce. Niechętnie godzą się na danie komuś drugiej szansy. Paweł zdecydował, że nie chce balastu w postaci słabeusza.

Piękną częścią tej opowieści jest to, że Barnaba był równie zdeterminowany, aby dać Janowi Markowi jeszcze jedną szansę. Nie cieszy cię to, że są na tym świecie ludzie tacy jak Barnaba, którzy staną w obronie upokorzonego, którzy powiedzą: Możesz jeszcze raz spróbować, którzy dostrzegają potencjał, bez względu na przeszłe błędy?

Są chwile, w których każdy potrzebuje kolejnej szansy. Wszyscy pragniemy zapomnieć o pomyłkach i zacząć od nowa. Jan Marek dostał taką możliwość. Bóg pragnie dać taką szansę, jeśli tylko chcesz ją wykorzystać. Gdy wkraczasz w Nowy Rok, spróbuj być jak Barnaba dla kogoś innego. Ten świat potrzebuje ludzi takich, jak on!

Dzięki Ci, Panie, za nowe możliwości i nowe początki, dzięki którym odczuwamy pełnię i obfitość życia.

Kay Kuzma

30 grudnia Grant obdarza życiem

„Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie, i wykonanie. (…) zachowując słowa żywota ku chlubie mojej na dzień Chrystusowy, na dowód, że nie na próżno biegałem i nie na próżno się trudziłem” (xe „Filip. 2,13.16″Filip. 2,13.16).

Był Nowy Rok. Gdy wyruszaliśmy w bolesną podróż do szpitala, zaczęłam sporządzać w głowie listę spraw do załatwienia — szacunkowe koszty usług kilku zakładów pogrzebowych, lista przyjaciół i członków rodziny, których należało zaprosić, zachowanie spokoju. Potem znów błagałam Boga o pomoc.

Tydzień wcześniej nasz syn, Grant, w wieku zaledwie dwudziestu pięciu lat, miał wypadek motocyklowy, który spowodował rozległe obrażenia jego głowy. Teraz, pomimo wielkich wysiłków zespołu lekarskiego, osuwał się w objęcia śmierci.

Myśl goniła myśl: Jak będę żyć bez niego? Był moją dumą i radością. Czy będę na tyle silna, żeby stawić czoło temu, co przede mną? Wiedziałam, że Grant nie zniósłby inwalidztwa. Zawsze pociągały go wszelkie formy aktywności fizycznej. Czy Bóg okazał łaskę dopuszczając do czegoś takiego? Dlaczego nasze modlitwy nie zyskują odzewu? Jak poradzi sobie w życiu jego siostra, pozbawiona starszego brata, którego uwielbiała? Proszę, Panie, zabierz od nas ten kielich. Moje myśli krążyły po kole.

Potem spotkaliśmy się z lekarzem, który powiedział nam, że Grant żyje tylko dzięki aparaturze podtrzymującej funkcje życiowe. Czy chcielibyśmy, żeby ją wyłączyć? Czy rozważaliśmy pobranie narządów do przeszczepu?

— Tak — odezwała się nasza córka Jill. — Rozmawialiśmy kiedyś z Grantem na temat bycia dawcą narządów i obydwoje zdecydowaliśmy, że właśnie tego chcemy.

Byłam w szoku. W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że moje dzieci kiedykolwiek myślały o czymś takim. Decyzję podjęliśmy szybko. Grant odda wszystkie możliwe do pobrania narządy.

Tak zakończył się najgorszy tydzień naszego życia i rozpoczął się nowy jego rozdział — życie bez Granta. W naszych ogarniętych mrokiem duszach zagościł drobny punkcik światła: Jaki był wynik operacji przeszczepienia narządów? Powiedziano nam, że w ciągu trzech tygodni otrzymamy list informujący o osobach, które zostały biorcami. Nasze życie obracało się teraz wokół przychodzącej poczty.

Wreszcie przyszła. Ostrożnie otworzyliśmy list i przeczytaliśmy o ludziach, którzy mogli teraz prowadzić normalne życie. Policjant z drogówki, robotnik budowlany, sekretarka medyczna. Zwykli ludzie, którzy powrócili do swoich rodzin. Część naszego żalu odpłynęła, gdy uświadomiliśmy sobie, że życie Granta nie poszło na marne — sześcioro ludzi otrzymało nową szansę.

Dzięki śmierci Jezusa wszyscy możemy teraz żyć. Dzięki Ci, Boże.

Karen Lewis

29 grudnia Jakie życie wiedziesz?

„Życie nasze trwa lat siedemdziesiąt, a gdy sił stanie, lat osiemdziesiąt; a to, co się ich chlubą wydaje, to tylko trud i znój, gdyż chyżo mijają, a my odlatujemy” (xe „Ps. 90,10″Ps. 90,10).

Czasami dobrze jest oprzeć się o stare drzewo albo położyć się w głębokiej trawie, zapatrzyć się w niebo i zastanowić się, jakie życie prowadzimy. Na tej ziemi rodzimy się tylko raz. Czy staramy się tylko przetrwać, czy też próbujemy odmienić życie innych ludzi?

Fascynują mnie stare cmentarze. Napisy nagrobkowe — kilka słów, które podsumowują czyjeś życie, słowny obraz, który pomaga wypełnić lukę pomiędzy datą urodzenia i śmierci. Często zastanawiałam się, jak trafnie linia rozdzielająca daty odzwierciedla istotę życia. Pewnego dnia natknęłam się na wiersz nieznanego autora, który skłonił mnie do powtórnej oceny mojego życia:

Czytałem na temat człowieka, który przemawiał na pogrzebie przyjaciółki.

Odniósł się do dat na nagrobku, od początku do końca.

Zauważył, że pierwsza jest data jej narodzin. Następną wypowiedział ze łzami w oczach.

Ale powiedział też, że najważniejsza jest kreska pomiędzy tymi latami.

Ponieważ ta kreska to wszystkie lata, jakie przeżyła na ziemi.

Tylko ci, którzy ją kochali, wiedzą, ile ta kreska jest warta.

Nieważne, jak wiele posiadamy samochodów, domów, pieniędzy.

Ważne jest, jak żyjemy i jak kochamy, jakie życie symbolizuje kreska.

Zastanów się nad tym głęboko. Czy jest coś, co chciałbyś zmienić?

Nigdy nie wiesz, ile pozostało ci czasu, aby dokonać zmiany.

Gdybyśmy tylko zwolnili, ażeby poznać prawdę i rzeczywistość.

I zawsze starać się zrozumieć, co czują inni ludzie.

I hamować swój gniew. I starać się doceniać innych.

I kochać ludzi w naszym życiu tak jak nigdy.

Jeśli będziemy się szanować, jeśli będziemy się częściej uśmiechać…

Pamiętając, że ta szczególna kreska może być bardzo krótka.

Gdy mowa pogrzebowa zostaje wygłoszona, a twoje czyny wspomniane,

Czy odczułbyś dumę z tego, co było powiedziane na temat tego, jak przeżyłeś swoją kreskę?

Jakie życie wiedziesz?

Kay Kuzma

28 grudnia Podróż podczas zawiei śnieżnej

„Panie, słowo twoje trwa na wieki, niewzruszone jak niebiosa. (…) Nigdy nie zapomnę przykazań twoich, bo przez nie zachowujesz mnie przy życiu. (…) Słowo twoje jest pochodnią nogom moim i światłością ścieżkom moim” (xe „Ps. 119,89.93.105″Ps. 119,89.93.105).

Wracałem z bożonarodzeniowego urlopu w domu w Kalifornii do mojego college’u położonego w północnej części stanu Nowy Jork. Po przenocowaniu w domu mojego brata, Lewisa, mieszkającego w stanie Indiana, czekał mnie ostatni dzień długiej podróży powrotnej do szkoły. Po południu pogoda raptownie się pogorszyła.

W połowie drogi przez stan Ohio zaczął padać śnieg i wiać silny wiatr. Na drodze zaczęły gromadzić się zaspy. Inni kierowcy zjeżdżali z autostrady, żeby znaleźć miejsce postoju i móc przeczekać zamieć, ale ja byłem tylko biednym studentem i nie miałem pieniędzy na motel. Na tylnym siedzeniu mojego volkswagena garbusa trzymałem śpiwór, który pozwoliłby mi zachować ciepło w razie utknięcia w śniegowych zaspach. Jechałem więc dalej.

Od czasu do czasu musiałem się zatrzymać i wysiąść z samochodu, żeby zorientować się, gdzie jest krawędź drogi. Nikt nią nie jechał, oprócz kilku wielkich ciężarówek, których kierowcy wydawali się mieć lepszy widok na drogę niż ja. Wtedy właśnie wpadłem na pomysł rozwiązania mojego problemu. Gdy mijała mnie ciężarówka, podążyłem w bliskiej odległości za nią, tak że widziałem jej tylne światła w ograniczającej pole widzenia zamieci śnieżnej.

Jechaliśmy tak przez całą noc. Oczy wlepione miałem w te cenne dla mnie czerwone światła. Potem, na wschód od miasta Buffalo w stanie Nowy Jork, zasłona padającego śniegu przerzedziła się i znów mogłem odnaleźć drogę.

Życie poszło do przodu od czasu tamtej śnieżycy, ale inne typy burz skłaniają mnie czasem do zastanowienia się, którą drogę wybrać. Myślę wtedy o zawiei śnieżnej i o światłach, które były tak mi drogim przewodnikiem.

Jakże bardzo przypomina to życie. Jezus i Jego Słowo są światłami, którym możemy zawsze ufać, nawet jeśli nie widzimy wyraźnie. Przeprowadzą nas one przez każdy problem, które postawi przed nami życie: zdrowotny, finansowy, osobisty, szkolny czy zawodowy. Pojawia się pytanie: Czy mamy na tyle zaufania, żeby trzymać się blisko Jezusowego światła, czy też bezmyślnie zostajemy z tyłu i uświadamiamy sobie, że zgubiliśmy się w szalejącej zamieci?

Każdego dnia musimy odnowić postanowienie kierowania naszego wzroku ku Niemu. Nie pozwólmy, żeby coś odwiodło nas od wiernego podążania za Nim. Tylko Chrystus może bezpiecznie poprowadzić nas podczas zawiei śnieżnej.

Czy podążanie za Jezusem stawiasz w twoim życiu na pierwszym miejscu?

Leonard Brand

27 grudnia Jaki jest cel twojego życia?

„Pan dokona tego dla mnie” (xe „Ps. 138,8″Ps. 138,8).

Mój mąż, Jan, miał następny udar mózgu 23 maja 2003 roku. Po raz kolejny poziom krzepliwości krwi, regulowany przez rozcieńczający krew lek, warfarynę, spadł tak bardzo, że jego nieregularny rytm serca nie był w stanie przepchnąć wystarczająco szybko gęstej krwi przez uszkodzony mięsień sercowy. Skutkiem tego było uformowanie się zakrzepu w naczyniu krwionośnym. Tym razem uszkodzeniu uległ móżdżek, ośrodek równowagi mózgu, czego konsekwencją było podwójne widzenie oraz niemożność stania i chodzenia. Zwrot obijanie się o ściany przyjął całkiem nowe znaczenie dla tych z nas, którzy obserwowali go, jak próbował przemieścić się z jednego miejsca w drugie. To jednak nie odebrało Janowi woli walki. Nie spowodował tego nawet upadek, gdy stoczył się z pagórka wprost na kamienie leżące przy podjeździe do domu sąsiada. Ignorując posiniaczone i krwawiące ciało, jego gorące pragnienie chodzenia pozwalało mu wytrzymywać dwie godziny intensywnej fizykoterapii dziennie. Jeszcze raz uzdrawiająca moc Boga, sprzymierzona z ludzką determinacją, okazała się być zwycięską kombinacją.

Każdego z nas coś napędza. Co jest motorem twojego życia? Jaki jest jego cel? Czy jest nim zarabianie xe „Jak. 5,15″pieniędzy? Czy jest to kariera zawodowa? A może posiadanie samochodu z napędem na cztery koła lub egzotyczne wakacje? Uważaj! Król Salomon powiedział o takich samolubnych celach: Wszystko marność.

Nawet jeśli napędową siłą twojego życia jest ważny cel krótkoterminowy, taki jak odzyskanie umiejętności chodzenia, sądzę, że osiągnięcie go pozbawi cię radości, którą obiecuje ci Bóg. Musisz wypełnić Jego plan dla ciebie.

W swojej książce pt. The Purpose Driven Life Rick Warren pisze: „Życie bez Boga nie ma celu, a życie bez celu nie ma sensu. Bezsensowne życie pozbawione jest jakiegokolwiek znaczenia i nadziei”. Być może jesteś, jak Izajasz, który skarżył się: „Na darmo się trudziłem, na próżno i daremnie zużyłem swoją siłę” (xe „Iz. 49,4″Iz. 49,4), albo jak Job, który powiedział: „Moje dni są szybsze niż tkackie czółenko i przemijają bez nadziei. (…) Uprzykrzyło mi się życie, nie chcę żyć dłużej” (xe „Job 7,6.16″Job 7,6.16). Warren wyciąga taki wniosek: „Największą tragedią jest nie śmierć, ale życie bez celu”.

Życie dla celu jest zdrowe. Dr Bernie Siegel odkrył, że pacjenci chorzy na nowotwory i mający cel, dla którego chcieliby dożyć 100 lat, mieli znacznie większe prawdopodobieństwo przeżycia niż ci, którym na tym nie zależało!

Oto wyzwanie: Żyj dla celu, którym jest nie tylko życie zdrowsze i dłuższe, ale też spełnienie Bożego planu dla ciebie. Przewiduję, że wtedy ogarnie cię radość Pana!

Panie, dlaczego mnie stworzyłeś wraz z moim unikalnym zestawem genów, cech osobowości, talentów i zainteresowań? Jaki jest Twój plan dla mnie?

Kay Kuzma

26 grudnia Doświadczenie niemożliwego

„Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to rzecz niemożliwa, ale nie u Boga; albowiem u Boga wszystko jest możliwe” (xe „Mar. 10,27″Mar. 10,27).

Mała Debbie była chora już zbyt długo jak na tak prosty przypadek odry. Po prawie dwóch tygodniach jej zmartwieni rodzice odkryli, że ich córka nie wstaje nawet wtedy, gdy ją wołają. Leżała po prostu w łóżku, wpatrując się w jakiś nieznany punkt, nie reagując na troskliwą opiekę i słowa miłości ze strony matki. W końcu trzeba było wezwać lekarza.

Udałem się do ich domu najszybciej, jak mogłem. Postawiłem diagnozę odrowego zapalenia mózgu. Wirus powszechnie występującej wtedy odry przeniknął do mózgu tego niewinnego 6-letniego dziecka. Prognozy nie były optymistyczne. Umieściliśmy małą pacjentkę w szpitalu. Założyliśmy jej dojście dożylne i zaczęliśmy przetaczać potrzebne płyny. Odwodnienie miało być wkrótce skorygowane. Sonda dożołądkowa zapewnić miała odpowiednie odżywianie.

Byliśmy w stanie podtrzymać życie, ale co z jego jakością? Czy ta niewinna mała dziewczynka będzie jeszcze kiedykolwiek w stanie mówić i bawić się, pływać i modlić się?

Każdego dnia z nadzieją dokonywałem porannego obchodu i po każdym badaniu cicho zamykałem drzwi do sali, na której leżała. Minął tydzień. Potem trzeci i czwarty. Cienka nić nadziei była postrzępiona i lada moment mogła pęknąć. Nastał najwyższy czas, a może już minął, na boską interwencję, na niemożliwy cud. Wieki temu apostoł Jakub poinstruował nas, jak mamy postępować: „Modlitwa płynąca z wiary uzdrowi chorego” (Jak. 5,15). Nadszedł czas na wezwanie pastorów. Dlaczego zwlekałem tak długo?

Był wieczór, początek szóstego tygodnia, gdy w ciszy zebraliśmy się przy łóżku pacjentki. Mieliśmy właśnie zacząć prosić o cud, o uzdrowienie — być może o ostateczny akt wiary. Modlitwy dobiegały zewsząd. Czoło nieświadomej niczego dziewczynki zostało pomazane oliwą. Wyszliśmy, szepcząc do siebie nawzajem słowa pocieszenia.

Król Dariusz, przystąpiwszy do lwiej jamy przed wschodem słońca, nie mógł odczuwać większej radości niż ja, gdy o wschodzie słońca przyszedłem w ciszy spojrzeć na Debbie. To był cud nad cudami. Słaby głosik powitał mnie:

— Cześć doktorze. Pielęgniarki powiedziały mi, że jestem w szpitalu. Chcę do mamusi.

Od tamtej chwili jej stan błyskawicznie się polepszał. Najlepiej ujął to Jakub: „Pan go podźwignie” (Jak. 5,15).

Czy jest coś niemożliwego w twoim życiu, co chciałbyś zmienić? Może chodzi o uzdrowienie? Poproś Boga o zamianę niemożliwego w możliwe!

Raymond O. West

25 grudnia Bożonarodzeniowy cud

„Urodzi syna i nadasz mu imię Jezus; albowiem On zbawi lud swój od grzechów jego” (xe „Mat. 1,21″Mat. 1,21).

Gruźlica zabijała 23-letnią Eleanor Munro. Lekarze próbowali wszystkiego i stracili już nadzieję. Jej mąż miał gruźlicę, gdy wrócił zza oceanu po II wojnie światowej, ale zanim została wykryta, a jej rozwój zatrzymany, pobrali się.
Eleanor nie była na nią odporna, więc uległa zarażeniu.

Choroba usadowiła się w miejscu praktycznie niedostępnym dla środków leczniczych — dolnym płacie płuca. Jedyną metodą było zamknięcie gruźliczej jamy, tak żeby organizm miał szansę na samowyleczenie dzięki zrośnięciu się jej ścian. Gdyby ognisko chorobowe znajdowało się w górnym płacie, możliwe byłoby usunięcie żeber i wyłączenie płata płucnego, ale dolne żebra były niezbędne — stanowiły podparcie dla ciała. Rozważano usunięcie płuca, ale Eleanor była zbyt chora, żeby przeżyć operację.

Gdy dr MacDougall powiedział jej, że nie mogą nic więcej zrobić, wymogła ona na nim obietnicę, że jeśli dożyje Bożego Narodzenia, pozwolą jej pójść do domu. Zgodził się, ale tylko dlatego, że sądził, iż nie dożyje ona tej chwili. Eleanor jednak nie umarła. Ostrzeżono ją więc, żeby nie trzymała dziecka i nosiła maseczkę chirurgiczną, a następnie odwieziono karetką do domu.

Wróciła do szpitala następnej nocy, a jej stan pogorszył się tak, że nie była już w stanie sama przyjmować pokarmów. Opierała się jednak śmierci. Pod koniec lutego ważyła już zaledwie 36 kg. Doszło do nowych powikłań. Zaczęła mieć nudności i wymiotowała nawet wtedy, gdy nic już nie miała w żołądku. Po zbadaniu kobiety specjalista zapytał, czy to możliwe, że jest w ciąży. W jaki sposób jej umierające ciało mogło począć dziecko? Jak mogło podtrzymać kolejne życie? Wynik testu był jednak pozytywny. Aborcja nie wchodziła w rachubę. Była tak osłabiona, że taki zabieg mógłby ją zabić.

Wtedy zdarzyło się coś zdumiewającego. Jej stan zdrowia zaczął się polepszać. Pod koniec marca gorączka znacznie spadła. Prześwietlenie płuc wykazało, że jama gruźlicza przestała się powiększać. Przepona naciskała na dolny płat chorego płuca, ażeby zrobić miejsce dla powiększającego się płodu. Dziecko ratowało swoją matkę! Czego nie mogła dokonać nauka, zrobił Bóg dzięki cudowi narodzin!

Największy cud ze wszystkich jest naszym udziałem dzięki innemu dziecku — Bożemu Synowi. Dzięki Ci, Jezu.

Kay Kuzma

24 grudnia Cud i tajemnica

„Porodziła syna swego pierworodnego, i owinęła go w pieluszki, i położyła go w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (xe „Łuk. 2,7″Łuk. 2,7).

Widziałem kiedyś obraz autorstwa Juliusa G. Melchersa pod banalnym tytułem Narodzenie. Im dłużej mu się przyglądałem, tym bardziej wydawał mi się być rozedrgany atmosferą tajemnicy tamtej rozgwieżdżonej nocy z odległej przeszłości. Być może zawdzięczał to sposobowi, w jaki artysta uchwycił zamyśloną twarz męża-ojczyma w chwili, gdy ten pochyla się do przodu i z zadumą wpatruje się w nowo narodzone dziecko leżące u jego stóp w pojemniku na siano. A może było to całkowite wyczerpanie młodej matki, leżącej na zimnej podłodze, jej bezwładne ramiona oparte o stół, zmęczone, półprzymknięte oczy, utrudzona twarz spoczywająca na ramieniu jej męża. Zastanawiające: O czym myśli mąż? Jakie obrazy kłębią się w jego głowie? A co myśli ona, młoda matka? Czy dziwią się temu, że w tak kruchym dziecku drzemie tak wielka świętość?

Ellen G. White napisała: „Odkupienie jest nazywane tajemnicą i rzeczywiście tajemnicą jest. Dzięki niemu wieczna sprawiedliwość spływa na każdego, kto wierzy. (…) Chrystus, zapłaciwszy nieskończoną cenę, dzięki bolesnemu procesowi, będącemu tajemnicą zarówno dla ludzi, jak i aniołów, przyjął ludzką formę. Ukrywszy swoją boskość, złożywszy na bok swoją chwałę, narodził się dziecięciem w Betlejem” (Ellen G. White Comments, w: The Seventh-day Adventist Bible Commentary, t. VII, s. 915). Czy kiedykolwiek poznamy bolesną głębię otchłani, do której zstąpił z nieba? Czy potrafimy odczuć przejście z blasku chwały do przygniatającego mroku?

Brennan Manning przedstawia krzepiącą serce opowieść o 7-letnim Richardzie Ballengerze z miasta Anderson w Karolinie Południowej. Był to dzień przed Bożym Narodzeniem. Mama Richarda, zajęta zapakowywaniem prezentów, poprosiła syna, żeby wyczyścił jej buty. Po chwili — z uśmiechem, jaki tylko
7-latek może zaprezentować — Richard pokazał jej do oceny wyczyszczone buty. Mama była bardzo zadowolona. W zamian za tę drobną przysługę wręczyła mu ćwierćdolarówkę.

W bożonarodzeniowy poranek, próbując nałożyć je przed pójściem do kościoła, wyczuła dziwny guz we wnętrzu buta. Zdjęła go, potrząsnęła nim i wtedy na zewnątrz wypadła zawinięta w kawałek papieru ćwierćdolarówka. Na papierze widniały nieporadnie napisane słowa: „Zrobiłem to z miłości”.

Chyba właśnie o to chodzi. W mroku stajni otwieramy pierwszy bożonarodzeniowy podarek, a na pomarszczonym papierze znajdujemy słowa Zbawiciela: Zrobiłem to z miłości. Czy można wyrazić to jaśniej?

Zatrzymaj się i głęboko zastanów nad tym darem miłości. Jaki wpływ ma on na twoje życie?

Dwight K. Nelson

23 grudnia Szczerość

„Mowa szczera trwa wiecznie, lecz fałszywa tylko chwilę. (…) Ohydą dla Pana są wargi kłamliwe, lecz ci, którzy mówią prawdę, podobają mu się” (xe „Przyp. 12,19.22″Przyp. 12,19.22).

Przez ponad 30 lat podkreślałam, że podstawą prawdziwego chrześcijaństwa jest osobisty, bliski związek z Jezusem. Wytrwale nad tym pracowałam. Spędzałam z Bogiem trzy godziny dziennie na porannej modlitwie i nabożeństwie. Uczęszczałam na spotkania modlitewne. Nauczałam uczestników programu antynarkotykowego o Jezusie. Codziennie chodziłam na 3-kilometrowy spacer — pięć dni w tygodniu. Zostałam nawet weganką. Wszystko to było próbą ustanowienia związku z Chrystusem. Czegoś jednak brakowało.

I właśnie wtedy to się stało. W czasie 10-dniowej podróży do Belgii odkryłam, czego mi brakowało — szczerości! Osobista, bliska relacja z Jezusem nie jest możliwa, jeśli nie jesteś całkowicie szczery z samym sobą i z Bogiem. Po raz pierwszy w życiu szczerze wzywałam Zbawiciela, błagając Go o usunięcie grzechu z mojego życia. Sądziłam, że jestem dość dobrą osobą dopóty, dopóki małe szkielety nie zaczęły wypadać z mojej szafy, a potem coraz większe. Moja dusza była zdruzgotana, ale mimo to błagałam Boga coraz bardziej i bardziej, żeby pokazał mi, co muszę zrobić, ażeby wejść w relację z Nim jako czysta.

Część tego emocjonalnego bagażu pochodziła sprzed piętnastu lat, gdy skrzywdziłam przyjaciółkę. Duch Święty wpłynął na mnie, żebym zadzwoniła i ją przeprosiła. Przyjęła moje przeprosiny, przebaczyła mi i powiedziała:

— Potrzebowałam dziś twojego telefonu.

Modliła się za nas. Obiecaliśmy sobie, że jeśli nie na ziemi, to na pewno spotkamy się w niebie. Nie jestem w stanie wyrazić tego, jak dobrze się poczułam dzięki pojednaniu, które dokonało się między nami.

Czego nauczyło mnie to doświadczenie? Gdy uświadomiłam sobie, jak wielkim i niezasłużonym błogosławieństwem obdarzył mnie mój Ojciec pomimo mojej grzeszności, nie zmuszając mnie do niczego, ale obsypując mnie tak wieloma niezasłużonymi darami, przyszło mi do głowy pytanie: Co zrobi On teraz, gdy moje serce jest Mu całkowicie oddane i gotowe przyjąć Jego łaskę? Myśl o tym jest oszałamiająca!

Po drugie, próbuję obecnie postrzegać ludzi oczami Jezusa. Widzę to, czym się stają, a nie to, kim są w danej chwili. Koniec z zapatrzeniem w sztywne prawo i zasady. Świat wygląda przecież zupełnie inaczej.

Moim apelem jest to, żeby nie bawić się w Kościół i nie stracić przez to życia wiecznego, co prawie stało się w moim przypadku. Bądź szczery w stosunku do siebie i Boga. Martin Luter King (jun.) powiedział: „Jestem teraz wolny. Jestem w końcu wolny. Dzięki niech będą Bogu, jestem w końcu wolny. Czuję się wspaniale”.

Czy jesteś szczery w stosunku do Boga? A może ukrywasz jakiś sekretny grzech w swoim życiu? Zapytaj Zbawiciela, na czym będzie polegało oczyszczenie, i przekonaj się, jakie szkielety wypadną z twojej szafy!

Freddie Harris